„Rodząca się historia” – czyli historia akuszerek.

Od niepamiętnych czasów kobiety wspierały się wzajemnie podczas porodu. Przy porodach asystowały zwykle kobiety, które same były już matkami, albo takie które miały doświadczenie w przyjmowaniu porodów, a także opiece nad niemowlętami. Najczęściej były to mężatki: krewne, sąsiadki czy też miejscowe baby. Zanim stały się akuszerkami nazywano je dzieciobiorkami,  powituchami lub też babkami. To one dbały, by narodziny nowego członka społeczności przebiegły bez komplikacji, ale też wspierały psychicznie przyszłe matki. Często ta funkcja była przekazywana z matki na córkę. Wiedza w tym temacie była przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Marmurowa tablica przedstawiająca rodzącą kobietę, znaleziona w Ostii, antycznym mieście portowym starożytnego Rzymu.

Żródło: ciekawostkihistoryczne.pl

 

Jedną z pierwszych „akuszerek” o których wspomina historia jest średniowieczna kobieta Trotula de Ruggiero. Była ona jedną z wykładowczyń pierwszej medycznej szkoły w Salerno. To były czasy gdy dopiero odkrywano podstawowe zasady medycyny – w tym znaczenie higieny. Trotula była pionierką jeśli chodzi o postulowanie zachowania odpowiednich środków ostrożności, które pozwalały na przebieg porodu bez większych komplikacji. Sugerowała, że zarówno akuszerka jak i rodzącą powinny zwrócić szczególna uwagę na higienę rąk, która była niezbędna biorąc pod uwagę bezpieczeństwo kobiety i dziecka. Trotula nie tylko praktykowała rewolucyjne jak na tamte czasy metody położnicze i ginekologiczne, ale także napisała poradnik pt. „De passionibus mulierum ante in et post partum” (O cierpieniu kobiety przed, w trakcie i po porodzie). Jest on uznawany przez historyków za początek położnictwa i ginekologii jako nauk medycznych w ogóle. Trotula zawarła w nim wiedzę m.in. o różnego rodzaju chorobach i przypadłościach, które mogą spotkać kobietę przed porodem, w jego trakcie jak i po. Pisała również o zdrowym trybie życia kobiet w ciąży – m. in. o odpowiedniej diecie czy umiarkowanym wysiłku fizycznym. Jej dzieło cieszyło się ogromnym zainteresowaniem szczególnie wśród lekarzy – mężczyzn, którzy mieli braki w wiedzy w tej dziedzinie.

 

Trotula di Ruggiero 

Żródło: kobieta.wp.pl/

 

Szesnastowieczny Kościół dokładał wszelkich starań, by kontrolować pracę akuszerek. Uchwalono regulamin zabraniający podawania rodzącym napojów czy maści które miały uśmierzyć ból. Na kobietach odbierających poród ciążył obowiązek ochrzczenia dziecka, jeśli podejrzewała, że dziecko w krótkim czasie mogło umrzeć. Dlatego każda z nich musiała nosić ze sobą wodę święconą. Lekarze mężczyźni próbowali, także wedrzeć się tego damskiego świata, jednak proces ten następował bardzo powoli.

Na polskich ziemiach akuszerka jako profesja wyodrębniła się najprawdopodobniej w XVI w., Zajmowały one miejsce w szeregach krakowskich bractw. Już w pierwszej połowie XVI w. do Bractwa Ubóstwa Chrystusowego należała jedna akuszerka, a w latach 1540–43 trzy akuszerki były członkiniami Bractwa Świętego Ducha. Pierwszą polską położną, o której możemy wyczytać z kart historii była żona radcy krakowskiego Jana Ulla (rok ok. 1555) „stała za doktora i zwłaszcza białogłowom w tych chorobach była pomocna”. W XVI wieku w Polsce zaczęła powoli rozwijać się edukacja dotycząca obowiązków akuszerki, a pierwszy polski podręcznik z zakresu położnictwa, traktat „O rodzeniu dziatek” wydano już w 1521.

 

Niemiecka rycina zapewne z XVI wieku.

Żródło: http://www.lisak.net.pl/

 

W 1626 roku francuska akuszerka Maria Luiza Bourgeois opublikowała rozprawę na temat położnictwa. W kręgu jej zainteresowania były wszelkie anomalie: obumarłe lub zniekształcone płody, poronienia, szukała przyczyn niepłodności. Dzięki niej kobiece choroby stały się przedmiotem badań ówczesnej medycyny. Zyskała sławę już za swoich czasów i stała się akuszerką panującej monarchii. Szacuje się, że Maria Luiza odebrała ponad 2000 porodów. Kładła nacisk na zachowanie higieny podczas narodzin dziecka i jako pierwsza opisała proces oddzielania się łożyska.

Maria Luiza Bourgeois

Żródło: wikipedia.pl

 

W XVII i XVIII wieku powoli mężczyźni – lekarze zaczynali zastępować akuszerki, przy narodzinach dzieci. Spopularyzowaniu tego trendu pomogły klinki położnicze, gdzie każdej rodzącej udzielano darmowej pomocy bez względu na status społeczny czy rasę. Dziewiętnastowieczne akuszerki nie tylko odbierały porody i zajmowały się pielęgnowaniem kobiet w połogu. Do ich obowiązków należała również troska o właściwe odżywianie noworodka i opieka nad nim. Cieszyły się powszechnym zaufaniem lokalnej społeczności.

Dziś akuszerki zostały zastąpione położnymi, wśród nich zdarzają się także panowie. Takie osoby są zatrudnione na etacie, lub mają własną działalność. Tylko położna, która ma odpowiednie kwalifikacje, wykształcenie musi być wpisana na listę położnych. Bezprawne wykorzystywanie tytułu zawodu: położna lub położnik jest niezgodne z prawem i grozi karą grzywny.

Dziś coraz częściej powraca się do korzeni. Część rodzących zamiast szpitala wybiera domowe zacisze. Mimo, że o funkcjonowaniu ciała człowieka wiemy już tak wiele nadal pojawienie się na świecie nowego życia, to wydarzenie mistyczne i pełne magii.

Jak powstaje odzież medyczna?

Czy kiedykolwiek zastanawialiście jak powstaje odzież? Jak to się dzieje, że z płaskiego materiału powstaje bluza? Poczytajcie nasz artykuł, a dowiecie się jak krok po kroku powstaje odzież medyczna.

Wymyślanie…

Projektowanie odzieży zaczyna się od pomysłu. Powstaje on w głowie projektantów. To co projektant odzieży medycznej bierze pod uwagę to: funkcjonalność i wygląd. Projektant musi znać nie tylko aktualne trendy modowe, ale przede wszystkim musi brać pod uwagę użytkowość odzieży. Nie oszukujmy się nawet najpiękniej wyglądająca bluza medyczna jeśli jest niepraktyczna nie będzie cieszyła się uznaniem. Odzież medyczna rządzi się innymi prawami niż odzież codzienna czy okazjonalna. Podstawą w odzieży są kieszenie w których, trzymane są niezbędne akcesoria do pracy. Nieocenioną pomocą przy tworzeniu nowych fasonów są klienci. To oni wskazują na co należy zwrócić szczególną uwagę, co poprawić, lub co zastosować, aby jeszcze lepiej odzież spełniała swoją funkcję.

Konstruowanie…

Gdy zespół projektowy jest już zadowolony ze swoich efektów, do pracy przystępuje konstruktor odzieży. Konstruktor analizuje dogłębnie rysunki, które dostał od projektanta. Patrzy, gdzie są szwy i cięcia. Brzmi to może trywialnie, jednak w praktyce stworzenie prawidłowej konstrukcji jest kluczowe dla całego procesu produkcyjnego. Jeśli zostanie stworzone coś, co będzie niewygodne w noszeniu lub będzie deformowało sylwetkę, wówczas nie można liczyć, że odzież będzie spełniać swoją funkcję.  Konstruktor przygotowuje siatkę konstrukcyjną odzieży na papierze odmierza podstawowe miary sylwetki i inne wyliczone wartości.

Kiedy już jest wszystko gotowe, szyje się pierwszy wzór. Jeżeli potrzebne są poprawki wprowadza się je, i odszywa się kolejny wzór dotąd, aż cały zespół projektowo – konstruktorski zaakceptuje projekt. Wtedy za pomocą digitalizatora technolog wprowadza poszczególne elementy wycięte z papieru do formy cyfrowej – czynność tą nazywamy digitalizacją. Gdy wszystkie elementy odzieży są już w formie cyfrowej technolog stopniuje wszystkie elementy składowe odzieży do innych rozmiarów. Odbywa się to w specjalnie do tego dostosowanym programie. Gdy wszystkie elementy, każdego rozmiaru są już zachowane w formie cyfrowej, zaczyna się fizyczna produkcja odzieży.

Technolog digitalizuje wszystkie elementy odzieży za pomocą specjalnego urządzenia. 

 

W programie do stopniowania, każdy element można powiększyć do żądanego rozmiaru.

Krojenie…

Na krojownie trafia zlecenie produkcyjne na dany model odzieży na, który jest właśnie zapotrzebowanie.

 

Dzięki zleceniom produkcyjnym krojownia wie jaki model ma wykroić.

Aby zaoszczędzić czas układa się na sobie od kilku do kilkudziesięciu warstw materiałów, co pozwala na jednoczesne wykrawanie większej ilości odzieży. Takie układanie warstw na sobie nazywa się lagowaniem. W mniejszych zakładach produkcyjnych materiał lagują pracownicy, spinając kolejne warstwy wielkimi klipsami do stołów krojniczych. Potem wszystkie elementy odzieży są odrysowywane na górnej warstwie i wycinane ręcznie specjalnym nożem.

W nowocześnie wyposażonych krojowniach wszystkie te procesy odbywają się pod nadzorem wykwalifikowanych krojczych na urządzeniach zwanych lagowarką i „cutterem” Krojczy przygotowuje w programie układ elementów odzieży tak aby odpady materiałów były jak najmniejsze.

Elementy są układane tak, aby odpady materiałów były jak najmniejsze.

Nóż „cuttera” tnie z niebywałą precyzją.

 

Poszczególne małe elementy wykrawa się czasem także ręcznie, ze względów ergonomicznych. Wszystkie elementy odzieży wiąże się, ze sobą w paczki i przekazuje do zszycia.

Gotowe paczki wyciętych elementów, czekają na zszycie.

 

Szycie, wykańczanie i prasowanie.

W szwalni krawcowe zszywają ze sobą poszczególne elementy, które w całości tworzą bluzę, sukienkę czy fartuch.

Szycie odzieży wykonywane jest na kilku rodzajach specjalistycznych maszyn.

 

Na etapie zwanym trochę przekornie „wykańczaniem” pracownik, nabija napy na napownicy, miejsce nabicia napy jest zaznaczane przez pracownika a potem precyzyjnie wykonane dzięki laserowemu wskaźnikowi.

Laserowy wskaźnik precyzyjnie wyznacza miejsce nabicia napy.

 

Guziki doszywa się automatycznie na maszynie zwanej guzikarką, a na dziurkarce tworzy dziurki do guzików.

Przyszycie jednego guzika trwa kilka sekund.

 

Gdy sztuki są już wykończone trafiają na kontrolę jakości, gdzie podlegają surowej ocenie. Sprawdza się tam czy ściegi są proste, czy nigdzie nie odstają nitki, czy nie zapomniano o wszyciu wszystkich metkach, z przepisami prania czy z oznaczeniem producenta. Po zatwierdzeniu przez kontrolę jakości odzież jest prasowana, metkowana, składana i pakowana do woreczków.

Prasowanie odbywa się na prasowalnicach, profesjonalnych urządzeniach do prasowania.

 

Po całym etapie produkcyjnym odzież trafia na magazyn gdzie jest przyjmowana i rozdzielana do czekających już na nią zamówień. Potem trafia prosto do swoich nowych użytkowników.

Towar z produkcji trafia wprost na magazyn.

 

Teraz już wiecie jako to jest, i ile osób musi pracować nad tym, aby to co zrodziło się w głowie projektanta, znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Po co zmieniamy czas i jak przetrwać tą zmianę?

W roku 2019 w nocy z 30 na 31 marca przesuwamy zegarki z godziny 2:00 na 3:00, czyli śpimy o godzinę krócej. Niestety jest to dosyć uciążliwe. Zanim nasze organizmy przywykną do wcześniejszej porannej pobudki zazwyczaj mija kilka dni.

Przyczyny stosowna zmiany czasu i kiedy zaczęto ją stosować?

Teraz trochę historii… Pionierami praktyki zmieniania czasu byli Niemcy. Zaczęli go stosować podczas I wojny światowej. Podyktowane to było chęcią zaoszczędzenia węgla używanego do produkcji energii elektrycznej, a jednocześnie bardzo cennego w czasie wojny. Wkrótce zmianę czasu wprowadzono w Wielkiej Brytanii, w Rosji, w Stanach Zjednoczonych, a także w większości krajów Europejskich. W Polsce przejścia z czasu zimowego na letni i z powrotem stosowane było okresowo. W Polsce czas letni stosowany był w latach 1916-1919, 1940-1949, 1957-1964 oraz od 1977 aż do chwili obecnej.

Źródło: Wikipedia

Cofanie czasu o godzinę ma dostosować czas aktywności ludzi do czasu, kiedy Słońce znajduje się nad horyzontem. Najczęściej więc powtarzanym argumentem za stosowaniem czasu letniego jest oszczędność energii elektrycznej. Niektórzy badacze uważają stosowanie zmiany czasu zwiększa bezpieczeństwo na drogach, ponieważ kierowcy poruszają się gdy jest jasno. Mówi się też o tym, że wcześniejsze powroty do domu, przed zapadnięciem zmroku, sprawiają, że zmniejsza się liczba włamań do domów. Światło słoneczne popołudniami jest korzystne dla sprzedaży, uprawiania sportów, wypoczynku i innych czynności wykonywanych zazwyczaj po godzinach pracy.

Jakie są skutki zmiany czasu?

Oszczędność energii to chyba tylko jedyna zaleta zmiany czasu. Wydaje się, że przesuwanie czasu o godzinę wstecz wywołuje więcej złego niż dobrego. W nocy kiedy zmieniany jest czas wiele sektorów gospodarki boryka się z problemami wynikającymi z tej zmiany.

Najwięcej trudności spotyka transport publiczny. Kolejarze, linie lotnicze czy autobusowe gdy przestawiamy zegarki o godzinę do przodu mają godzinne opóźnienie. Z kolei przy cofaniu zegarka o godzinę niemal cały ruch pasażerski musi na godzinę zostać wstrzymany. Na szczęście wielu przewoźników wprowadza wtedy specjalne rozkłady jazdy. Kłopoty spotykają tez bankowość. Część banków jest zmuszona wyłączyć nawet na kilka godzin swoje systemy bankowości elektronicznej. To skutkuje tym że, nie można wtedy też płacić kartą czy wyjmować pieniędzy z bankomatów. Na zmianie czasu tracą też przedsiębiorcy. W przypadku pracy nocnej pracodawcy muszą dopłacić pracownikom za dodatkową godzinę nadliczbową, lub też zapłacić za tą godzinę w której czas pracy został skrócony – pracownik bowiem nie może być poszkodowany mniejszą wypłatą, ponieważ nie z własnej winy pracował krócej. Niektórzy naukowcy twierdzą też, że zmiana czasu zmniejsza efektywność pracowników. Skrócenie snu o godzinę prowadzić może  do większej liczby wypadków w pracy oraz na drogach. Może mieć też negatywny wpływ na m.in. choroby układu krążenia i ogólne samopoczucie.

Jak zmiana czasu na zimowy wpływa na organizm?

Dla ludzi o ustabilizowanym trybie życia, zmiana czasu jest dosyć uciążliwa i zwykle potrzebują oni kilku dni, by dostosować na nowo swój zegar biologiczny do czasu rzeczywistego. Zmiana czasu może prowadzić do zaburzeń snu, dekoncentracji. Przeciwnicy zmiany czasu argumentują, że zmiana czasu źle wpływa na zdrowie – przyczynia się do zawałów, depresji i złego samopoczucia. Podobne objawy odczuwamy w podróży gdy mamy syndrom zmiany strefy czasowej tzw. jet lag. Podczas zmiany stref czasowych nasz organizm musi dostosować się do nowych warunków. Zwykle po kilku dniach wszystko wraca do normy, ale z początku możemy czuć się wyczerpani i senni wtedy, gdy reszta społeczeństwa jest aktywna lub na odwrót.  Pojawiają się  wtedy takie dolegliwości, jak kłopoty z zaśnięciem, zmęczenie w ciągu dnia, bóle głowy i bóle mięśniowe czy problemy trawienne.

Jak niwelować skutki ?

  • Jeśli Twoje ciało zwykle silnie reaguje na braki snu, połóż się wcześniej. Na dzień przed zmianą czasu staraj się nie pobudzać zbytnio organizmu.
  • Podczas snu organizm się wychładza. Aby się obudzić, musi się odpowiednio rozgrzać. Ustaw więc termostat aby nad ranem temperatura w sypialni nieco wzrosła lub po przebudzeniu załóż ciepły szlafroczek.
  • Jeśli chcesz dłużej pospać zasuń rolety lub zasłony, albo jeśli chcesz wstać wcześniej postaraj się aby do twojej sypialni wpadało jak najwięcej dziennego światło. Jest ono bowiem sygnałem dla organizmu aby przestał produkować melatoninie – hormon snu.
  • Nie ustawiaj drzemki w telefonie! Wstań od razu po dźwięku budzika, ponieważ ucinanie sobie drzemki sprawia, że zapadamy ponownie w fazę snu głębokiego i budzimy się z tzw. „ciężką głową”.
  • Nie wstawaj zbyt szybko, rozciągnij się jeszcze w łóżku aby pobudzić mięśnie do pracy. W czasie snu bowiem są one rozluźnione.
  • Weź szybki chłodny prysznic. Jest to zdecydowanie najlepszy sposób aby orzeźwić organizm i pobudzić go do działania.
  • Wypij szklankę ciepłej wody i zjedź śniadanie które doda Ci energii.

Możliwe, że to już ostania zmiana czasu jaka nas czeka. Komisja Europejska we wrześniu 2018 roku przedstawiła projekt dotyczący zniesienia zmian czasu. Według założeń po raz ostatni przestawienie zegarków miałoby się odbyć w 2019 roku. Jednak by do tego doszło państwa członkowskie Unii Europejskiej musiałby zdecydować, czy będą stosować czas zimowy czy letni. Mają czas do kwietnia 2019 roku, by poinformować władze UE, który czas wprowadzą na stałe. Ostatnia zmiana czasu na letni miałaby miejsce 31 marca 2019 roku. Natomiast te państwa członkowskie, które chciałyby na stałe przejść na czas zimowy, zmieniałyby czas po raz ostatni 27 października 2019 roku.

Książki z medycyną w tle.

Historie z medycyną w tle cały czas są bardzo popularne. Szerokie grono odbiorców z zapartym tchem śledzi losy lekarzy w coraz to nowszych serialach czy filmach. Równie popularne są także książki z tej dziedziny. Przedstawiamy Wam nasze zestawienie pozycji, z którymi warto się zapoznać.

Doktorzy – Erich Segal

Źródło: www.empik.pl

To wielowątkowa opowieść o piątce młodych ludzi, którzy dostają się na pierwszy rok studiów jednej z najbardziej prestiżowych uczelni medycznej w USA do Szkoły Medycznej Uniwersytetu Harvarda. Poznajemy ich losy z dzieciństwa i z wczesnej młodości, przyglądamy się wydarzeniem, które skłaniały ich do życiowego wyboru zawodu. Towarzyszymy im w czasie studiów, aż do osiągnięcia wymarzonego celu, czyli pracy w zawodzie lekarza. Mimo tego, że wywodzą się z różnych środowisk, że niosą za sobą różny bagaż doświadczeń łączy ich jedno – miłość do medycyny. Ich losy osadzone na tle amerykańskiej rzeczywistości drugiej połowy XX wieku. Chociaż na pierwszy rzut oka opasły prawie 800 stronicowy tom może odstraszać powieść jest bardzo wciągająca i naprawdę ciężko jest się rozstać z jej bohaterami.

Lekarz, który wiedział za dużo – Mjåset Christer

Źródło: www.empik.pl

To powieść z gatunku kryminałów medycznych napisana przez norweskiego pisarza i lekarza. Jest to połączenie prozy obyczajowej z wątkami kryminalnymi i lekarskimi. Intryga w tej książce tkana jest misternie. To właśnie powolność akcji jest tym co charakteryzuje tę powieść. Bohaterem opowieści jest młody lekarz Mads Helmer, który zostaje przeniesiony do pracy na norweską wyspę. Po tajemniczym wypadku swojego współpracownika Mads przejmuje wszystkie obowiązki lekarza w gminnej przychodni. Stara się jakoś poradzić sobie z nawałem obowiązków. Dodatkowo okazuje się, że Stary Doktor, który właśnie zginął, miał mnóstwo tajemnic. Wraz z córką zmarłego odkrywają w piwnicy domu Starego Doktora kartotekę niemal wszystkich mieszkańców wyspy – kartotekę mocno wykraczającą poza zwykłe informacje medyczne…

Jeszcze jeden oddech – Paul Kalanithi

Źródło: www.empik.pl

Paul Kalanithi był zdolnym amerykańskim neurochirurgiem. Poznajemy go w momencie, gdy jest w czasie rozkwitu swej zawodowej kariery. Jednak w jednej chwili całe życie 36-latka się odmienia. Zostaje zdiagnozowany u niego IV stadium nowotworu płuc. To moment, gdy nasz bohater z lekarza ratującego życie zmienia się w pacjenta. Podejmuje bój z chorobą i z ogromną wytrwałością, pomimo wszelkich trudności tę walkę opisuje. Jego ogromna determinacja wyziera z kartek książki. Paul mierzył się z tykającym zegarem odliczającym dni i godziny. Jest to wzruszająca opowieść o odchodzeniu w zgodzie z sobą i ze światem, o powołaniu, determinacji, małżeństwie i miłości. Pozostaje w pamięci na długo.

Po pierwsze nie szkodzić – Marsh Henry

Źródło: www.empik.pl

Światowy bestseller i jedna z najważniejszych książek 2015 roku według „New York Timesa.” Jest to niezwykła książka napisana przez wybitnego brytyjskiego neurochirurga. Materiał do niej dostarczało samo życie. To przeplatające się historie pacjentów i lekarzy. Odnajdziemy w niej nie tylko spektakularne sukcesy w walce o zdrowie i życie, ale także dotkliwe porażki. Jest w niej także miejsce na refleksje na temat postępu i granic medycyny. To emocjonująca książka traktująca o medycynie i ludziach bez zbędnego medycznego żargonu. Fascynująca opowieść, która wciąga i wywołuje dreszcze jak dobry thriller. Pomimo podjęcia ciężkiego tematu czyta się ją lekko – czego zasługa jest zapewne stylu i język autora.

Będzie bolało – Adam Kay

Źródło: www.empik.pl

Są to prywatne zapiski młodego stażysty, ginekologa-położnika, Adama Kaya. Książka ukazuje brytyjską służbę zdrowia. Kay odsłania kulisy szpitalnej harówki, wielogodzinnych dyżurów, pracy ponad siły i ogromnej odpowiedzialności spoczywającej na barkach lekarzy. Opisy przypadków, z którymi lekarz zetknął się podczas pracy w szpitalu pisane są w bardzo lekkim, humorystycznym stylu. Autor ma duży dystans do siebie. Śmieje się z absurdalnych sytuacji, z siebie, pacjentów a także kolegów po fachu. Mimo wszystko książka jest momentami smutna i przygnębiająca, ukazuje bezduszny system, niesprawiedliwy dla środowiska lekarskiego, odbijający się na jakości leczenia pacjentów.

 

Takich pozycji książeczkowych jest znacznie więcej, jeśli podobał się Wam ten temat, dajcie znać, a przygotujemy następny z tej tematyki.

 

Eldan – 20 lat historii sukcesu

Dawno, dawno temu za górami, za lasami, za siedmioma rzekami… Tak zaczynają się bajki dla dzieci. Ale teraz nie przeczytacie bajki. To historia pisana przez samo życie. I chociaż w tej historii pewne rzeczy dzieją się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uwierzcie, że nie zawsze było bajkowo.

„O dzielnym krawczyku”

Historia ma swój początek pod koniec lat 90-tych w Mielcu – niedużym mieście w województwie podkarpackim. Dwie młode kobiety – siostry Elżbieta i Danuta zwana przez wszystkich Kasią szukają pomysłu na życie. Ponieważ tradycje przedsiębiorcze od lat były w ich rodzinie, a ich pasją od dziecka było projektowanie ubrań i szycie, postanowiły to jakoś połączyć. Dziś chyba trudno powiedzieć dlaczego padło na odzież medyczną. Wiadomo jednak, że siostry od początku założyły, że ich produkty będą na najwyższym poziomie, zarówno pod względem użytych materiałów jak i standardów wykonania.

Kasia ze swoim mężem Piotrem i synem Pawłem, oraz Ela z synkiem Wojtkiem (na rękach Kasi)

Początki jak zawsze były bardzo trudne: szukanie dostawców, pracowników i co najważniejsze nabywców. Do dziś Ela wspomina jak jeździła po całej Polsce – miała zaplanowaną kilkudniową trasę i codziennie nocowała w innej miejscowości. Te poszukiwania pośredników były na tyle owocne, że z niektórymi współpraca trwa do dnia dzisiejszego. Kasia miała małe dzieci więc pilnowała wszystkiego na miejscu. Było jej o tyle łatwiej, że pierwsza siedziba ELDAN mieściła się w garażu na podwórku jej domu.

Pierwsza siedziba firmy ELDAN (nie ma nawet jeszcze szyldu)

„Siedmiomilowe buty”

Mimo, że na początku było naprawdę ciężko, zarówno założycielki jak i pierwsze pracownice wspominają te czasy z nostalgią. Na pierwsze targi, stomatologiczne, pojechały do Łodzi. Cztery kobiety pojechały dwoma samochodami załadowanym po dach regałami skręconymi przez męża Kasi, na podwórku przed firmą. Stoisko było tak małe, że ten sam samochód musiał pełnić rolę magazynu, zwłaszcza, że pod tym co zmieściło się na miejscu, zawaliły się półki. Trzeba je było przewiązać sznurkiem. Zainteresowanie przerosło jednak wszelkie oczekiwania, wejście na oblężone stoisko w końcu musiało zostać zastawione krzesłem. Te targi to był jednak moment przełomowy, po nich posypały się zamówienia, produkcja ruszyła pełną parą, firma mogła rozwinąć skrzydła.

„O rybaku i złotej rybce.”

Szybko zaczęło się też kurczyć miejsce. 80 m2 musiało pomieścić coraz większą liczbę maszyn, wielki stół do krojenia, stanowiska do prasowania, gwałtownie rozrastający się magazyn i pomieszczenie biurowe. W pewnym momencie zrobiło się naprawdę ciasno i chociaż udało się dobudować jeszcze jedno pomieszczenie i zyskać trochę dodatkowej przestrzeni, gdy tylko ustawiono tam nowe regały, stało się oczywiste, że to nie wystarczy na długo. Wspólniczki zaczęły się rozglądać za nową lokalizacją, i dwa lata później przenoszą się na Specjalną Strefę Ekonomiczną w Mielcu

Rozbudowa ELDAN na ul. Wolności

Tak wyglądał budynek na SSE w Mielcu, gdy siostry zdecydowały się go kupić.

To ostatnie chwile w „starym Eldanie”

Z perspektywy czasu Kasia i Ela, ale także najstarsze (stażem 😊)pracownice z olbrzymim sentymentem patrzą na tamto miejsce. Wspominając tamte czasy podkreślają rodzinną atmosferę jak tam panowała. Nigdy nie zapominano o uczczeniu imienin, czy ważniejszego święta kogokolwiek z zespołu ciastem.

Świętujemy Tłusty Czwartek 🙂

„Jaś i Małgosia”

Ponieważ firma znajdowała się wtedy na podwórku Kasi, jej dzieci szły po szkole najpierw do firmy, a dopiero później do domu. W końcu w ELDANIE można było myszkować pomiędzy regałami, a czasem wyszabrować od miłych pań przy maszynach szmatki z wyszytym na hafciarce kolorowym szlaczkiem, które świetnie sprawdzały się jako fartuszki dla lalek. Bliskość domu sprawiała, że łatwiej można było pogodzić prowadzenie firmy z obowiązkami domowymi. Gdy Kasi udało się uśpić najmłodszego synka Staśka, stawiała wózek przy otwartym oknie na podwórku i sama zasiadała do pracy cały czas mając syna na oku. Zresztą Ela również wspomina jak czasem, gdy nie miała z kim zostawić swojego synka, brała go do pracy późnym wieczorem, Wojtuś spał w foteliku postawionym na stole do krojenia, podczas gdy jego mama siedziała przy maszynie.

Właśnie po dzieciach widać jak czas upływa. Śpiący na stole syn Eli, dziś znajduje się w szermierczej światowej czołówce w kategorii juniorów, i rozpoczyna studia. Dzieci Kasi są dorosłe, a Stasiu to już nastolatek.

Maleńki Stasiu był od zawsze maskotką ELDANU

„Szewczyk dratewka”

W miedzy czasie siostry postanowiły wzbogacić swoja ofertę także i o obuwie. Spełniły marzenie o tym, aby ubierać swoich klientów od stóp do głów.  Chciały też „odczarować” nowoczesnym designem dostępne na rynku siermiężne chodaki. O tym jak powstają buty nie miały zielonego pojęcia, zupełnie inaczej jak w przypadku szycia. Od podstaw uczyły się, technologii i dobierania surowców. Jednak zawsze miały szczęście do pracowników – często to podkreślają. Dzięki temu, że znalazły wielu wykwalifikowanych specjalistów, udało im się stworzyć obuwie, które łączy w sobie wygodę potrzebną w pracy, jak i doskonały wygląd. Nie bez kozery od lat hasłem firmy ELDAN jest „ W pracy modnie i wygodnie”

„Obieżyświat”

Firma się rozrasta, ilość pracowników sprawia, że Kasia i Ela już nie są w stanie rozpoznać wszystkich swoich pracowników  – jest ich dziś blisko stu czterdziestu. Także stoiska na targach teraz obsługuje świetnie zorganizowana kilkuosobowa ekipa. Marka ELDAN jest dziś rozpoznawalna w kraju, a także poza jego granicami. Odzież oraz obuwie opatrzone metką ELDAN można kupić w takich krajach jak: Czechy, Słowacja, Litwa, Łotwa, Estonia, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Chorwacja oraz w krajach Zatoki Perskiej.

Dziś Kasia i Ela mają ogromną satysfakcje, że udało im się stworzyć produkty z których mogą być dumne. Opłaciło się stawianie od początku na najwyższą jakość, a także na nowoczesne, nieco awangardowe projektowanie, które jednak wciąż trafia w gusta klientek chcących, aby ich strój do pracy był estetyczny i nie powtarzalny. Założycielki ELDANU na pewno mogą o sobie powiedzieć, że jeśli chodzi o odzież medyczną, stworzyły w Polsce nowy, własny trend i w końcu same zaczęły dyktować „co się nosi”.

Historia kobiecych spodni

Jakiś czas temu pisaliśmy o tym jak mężczyźni zaczęli nosić spodnie. Ich niewątpliwym atutem nad tunikami była wygoda. Długo jednak świat nie chciał akceptować kobiet w spodniach. Dziś praktycznie żadna kobieta nie wyobraża sobie, że nie mogła by ich ubrać. Jak to się stało, że i kobietom w końcu przyzwolono na przywdziane tej części garderoby.

Najwcześniejsze podania wspominają o ubranych w spodnie żołnierkach Joannie d’Arc czy Emilii Plater. Ponoć jednym z powodów spalenia Joanny d’Arc na stosie był także fakt, że nosiła spodnie co świadczyło o jej buntowniczym charakterze. Emilia Plater chciała walczyć w powstaniu listopadowym Nie traktowano jej jednak poważnie, głównie przez jej płeć. Emilia postanowiła więc pokazać wszystkim powstańcom, że kobieta też może być wartościowym żołnierzem. Obcięła włosy i pojawiła się na miejscu zbiórki w spodniach i kompletnym mundurze.

     Joanna d’Arc – Źródło: https://pl.pinterest.com/

Jednym ze skutków Wiosny Ludów było powstanie pierwszej fali feminizmu, która zmierzała do definitywnej zmiany społecznego statusu kobiet. Panie stały się bardziej aktywne i podejmowały się nowych form spędzania wolnego czasu, które przystawały do tej pory tylko mężczyznom. Długa suknia przeszkadzała podczas gry w tenisa, jazdy na nartach, rowerze czy podczas górskich wędrówek. Spodnie stały się więc najpotężniejszym orężem feministek w walce równouprawnienie. Amerykańska aktywistka Amelia Jenks Bloomer w latach 50-tych XIX w. została wydawczynią kobiecego pisma „The Lily”, które w błyskawicznie uzyskało status najważniejszego pisma,  które propagowało idee feministyczne. Publikowała w nim artykuły dążące do zniesienia restrykcji wobec kobiecego ubioru. Na jego łamach zachęcała przede wszystkim do noszenia spodni, skrócenia spódnic i bielizny pod nimi. Projekty nowych elementów damskiej garderoby wychodziły z pod ołówka Elizabeth Smith Miller, i to ona wraz z Amelią wprowadziła model spodni, zwanych „bloomersami”, czyli szerokie, bufiaste pantalony zwężanych przy kostce.

Amelia Jenks Bloomer – Źródło: https://wikipedia.pl

Pod koniec XIX wieku damskie spodnie zaczynały zyskiwać aprobatę, kobiet które odgrywały znaczące role w społeczeństwie. Maria Skłodowska-Curie do jazdy na rowerze ubierała się w bermudy i podkolanówki. Słynna pisarka francuska George Sand, zakładała spodnie nie tylko po to aby zwrócić na siebie uwagę i uchodzić za ekstrawagancką, ale przede wszystkim dlatego, że męski strój był tańszy. Po odejściu od męża i przeprowadzce z dwójką dzieci do Paryża jest sytuacja finansowa była dość ciężka i nie stać ją było na drogie damskie suknie. Później gdy była sława i jest status materialny znacznie się poprawił nadal ubierała męskie stroje twierdząc, że są prostu wygodne.

George Sand – Źródło: https://pl.pinterest.com/

Sarah Bernhardt paryska wybitna aktorka, z powodzeniem wcielała się w liczne role męskie. Spodnie były dla Sarah nie tylko kostiumem teatralnym, często zakładała je nawet na co dzień, niestety panie chcące ja naśladować narażały się ma kpiny przechodniów, a czasami zakazywano im także wstępu do restauracji.

Sarah Bernhardt – Źródło: https://wikipedia.pl

Kolejnym przełomowym krokiem w historii spodni damskich była kolekcja Paula Poireta z 1912 roku, w której zaproponował stroje o orientalnym rodowodzie, przypominające kreacje z „Baśni tysiąca i jednej nocy” Były to haremki – wygodne, szerokie spodnie z nogawkami zawiązanymi wstążką na wysokości kostki. Jednak nadal kobiety noszące takie spodnie spotykały się ze wzgardą.

Projekt Paula Poireta – Źródło: https://wikipedia.pl

Kobiecych spodni nie mogło zabraknąć na pokazach Coco Chanel najsłynniejszej ówcześnie projektantki mody.  Coco lansowała spodnie jako element damskiego stroju rekreacyjnego. Zawsze zaznaczała, że elegancka kobieta powinna wiedzieć, kiedy może pozwolić sobie na ich założenie. Chanel doskonale rozumiała kobiety swoich czasów,  dzięki niej do dziś nosimy wiele fasonów spodni.

Coco Chanel –  Źródło: https://wikipedia.pl

Dopiero wybuch pierwszej wojny światowej sprawił, że damskie spodnie doczekały się społecznej akceptacji. W nowych okolicznościach suknie okazały się zupełnie niepraktyczne. Mężczyźni ruszyli na fronty, a kobiety przejęły ich obowiązki a co za tym idzie także i strój.  W międzywojennej Europie, kobiece spodnie, choć poprawne politycznie, zakładane były okazjonalnie. Coraz więcej aktorek i artystek lansowało spodnie na ulicach i salonach. Jedną z nich była Marlene Dietrich, przez złośliwców zwana „najlepiej ubranym mężczyzną Hollywood.”

Marlene Dietrich Źródło: https://www.flickr.com

Po II wojnie światowej kobiety, już nie oddały raz osiągniętych zdobyczy modowych. Widok kobiety w spodniach przestał kogokolwiek dziwić, a wręcz stał się naturalny i dobrze widziany, zarówno w państwach zachodnich, jaki i w reżimach socjalistycznych.

Historia starożytnej medycyny

Medycyna jako dziedzina życia pojawiła się równocześnie wraz z rozwojem cywilizacji. Jej początki to przede wszystkim obserwacja i eksperymenty. Niektóre z nich zaczynały mieć już uporządkowany związek przyczynowo – skutkowy. Często jednak proces leczenia zachodził dzięki przypadkowi. Mimowolne działania człowieka np. zastosowanie jakiejś silnie działającej rośliny wywoływały niespodziewane skutki, które zostawały zapamiętane i później wykorzystywane wielokrotnie w przyszłości. Jednakże częstokroć przyczyn wielu chorób upatrywano się w czarach i magii. Leczenie także odbywało się bez racjonalnych podstaw, najczęściej przez szamanów, kapłanów lub czarowników, którzy leczyli przez rytualne obrzędy: zaklęcia, taniec, śpiew, aromatyczny dym oraz rozliczne amulety.

Źródło: www.onet.pl

W czasach starożytnych uprawiano przeróżne kierunki medyczne zarówno na Bliskim jak i Dalekim Wschodzie, a także w Grecji i w Rzymie. W większości z tych cywilizacji lekarzami byli kapłani, a racjonalne działania przeplatały się z magicznymi praktykami. Przyczyn  chorób i dolegliwości najczęściej doszukiwano się w ponadnaturalnych czynnikach i boskiej ingerencji.

W Mezopotamii medycyna miała silnie charakter sakralny . Wszystkim schorzeniom przypisywano nadnaturalne pochodzenie. Kapłani posługiwali się swoją wiedzę do przeprowadzania prymitywnych zabiegów. Te operacje były bardzo drogie, dlatego też niewielu obywateli mogło poddać się leczeniu. W Kodeksie Hammurabiego  znaleźć interesujący artykuł, mówiący o ówczesnych praktykach lekarskich: „Jeżeli lekarz wykona operację komuś nożem brązowym i go uleczy – należy zapłacić lekarzowi 10 sykli srebra. Jeżeli lekarz wykona operację komuś nożem brązowym i śmierć jego sprowadzi – należy ręce mu obciąć”.

Kodeks Hammurabiego.  Źródło: http://arthistorysummerize.info/

Wiedza medyczna starożytnego Egiptu spisywana była w księgach boga Thota. Medycy – kapłani byli zobowiązani postępować zgodnie z tymi księgami – w przeciwnym razie byli karani. Bogiem lekarzy był Imhotep.  Według Herodota właśnie w starożytnym Egipcie rozwinęła się specjalizacja. Egipcjanie mieli dostęp do specjalistów od chorób oczu, głowy czy zębów. Również w Egipcie spotyka się pierwsze ośrodki o charakterze podobnym do późniejszych szpitali. Kształceniem egipskich lekarzy zajmowały się tzw. „Domy życia” – które były zorganizowane przy świątyniach.  Znajdowały się w nich oddziały porodowe (trudniły się tym kapłanki – akuszerki), medycyny paliatywnej oraz hospicja. Te pierwowzory ówczesnych klinik posiadały własne ambulanse. Armia egipska posiadała szpitale polowe oraz swoich sanitariuszy i medyków (ich symbolem był skorpion – zwierzę bogini Izydy). W starożytnym Egipcie prowadzono również ogrody botaniczne, gdzie hodowane były rośliny na leki. Wyższe warstwy społeczeństwa uznawały moc kadzidła jako środka odstraszającego choroby. Przy jego spalaniu wydzielany jest się kwas karbolowy lub fenol, są to silne środki bakteriobójcze, które istotnie pomagają zwalczać choroby.

Egipski Bóg Thot: Źródło: www.pinterest.com

Kolejny rozwój medycyny nastąpił w Grecji. W mitologii greckiej bogiem medycyny był Asklepios – syn Apollina i kobiety Koronis.

Askepios. Źródło: pixbay.com

W Grecji opieką medyczną zajmowali się, również kapłani.  A ich działalność skupiała się w świątyniach Asklepiosa – tzw. „asklepiach”. Były one pierwowzorem szpitali – w języku greckim „kline”– leżanka (stąd nazwa: klinika). Ze względu, na niedużą ich liczbę chorzy przybywali do nich często z bardzo oddalonych części kraju. Dlatego wprowadzono w nich udogodnienie – specjalnie wydzielone pomieszczenia, w których chorzy zamieszkiwali wracając do zdrowia. Po złożeniu ofiary, chorzy obmywali swoje ciało i oddawali się pod pieczę kapłanów. Przeprowadzano rozmaite kuracje m.in. leczono snem, ziołami, a także przeprowadzana proste operacje. Usługi kapłanów były darmowe, jednak każdy uzdrowiony fundował dla świątyni tablicę wotywną. Już od V w. p.n.e. rozwijała się medycyna świadczona przez świeckich. Zakładali oni iatreia (gr. iatros – lekarz) Lekarzem mógł zostać każdy, kto uczył się filozofii, matematyki oraz odbył praktykę u innego lekarza. Anatomii uczono na świniach. Dokonywano też eksperymentów na zarodku kurzym. W Sparcie, Likurg nakazał aby zabierać lekarzy na wojnę.

Asklepiejon (Świątynia Asklepiosa) na wyspie Kos –  to trzypoziomowy kompleks dawnych łaźni, szpitali i… szkoła medyczna założona przez Hipokratesa – jednego z prekursorów współczesnej medycyny.   Źródło: http://podrozezjackami.pl

Najsłynniejszym greckim lekarzem, którego imię jest znane jest do dziś  – był Hipokrates z Kos. Nie znane nam są dokładne daty z jego życia, jedynie wiemy, że żył w V w. p.n.e. Do jego największych osiągnięć, należy wprowadzenie reguły, która zakładała badanie pacjenta w całości, a nie jedynie chorego organu. Przysięga, zwana przysięgą Hipokratesa, nie jest bowiem jego autorstwa. Jej treść znana była już wcześniej w Egipcie. Uważał, że dieta i higiena są istotne jako środki profilaktyczne, zapobiegające chorobom. Twierdził, że środowisko i klimat wpływa na stan zdrowia i kondycję człowieka. Swe przemyślenia zawarł w pracy „Peri aeron, hydaton, topon,” Wiele terminów wprowadzonych przez niego jest do dziś używane, np. diagnosis (rozpoznanie), prognosis (rokowanie), therapia (leczenie).

Popiersie Hipokratesa autorstwa Rubensa. Źródło: www.wikipedia.pl

W starożytnym Rzymie powstały bardziej zaawansowane formy szpitalnictwa – „valetudinaria”. Były to lazarety dla niewolników lub żołnierzy, duże ośrodki, specjalnie w tym celu zakładane, z dokładnie zaprojektowanym układem pomieszczeń. Od wcześniejszych ośrodków tego typu valetudinaria różniły się tym, że w przeciwieństwie do asklepiów nie były miejscem kultu, a w odróżnieniu od iatreiów były większe i lepiej zorganizowane.

Novae – ruiny szpitala wojskowego (valetudinarium). Źródło: www.wikipedia.pl

Medycyna w Rzymie nie była, związana z rolą bogów. Chorobom przypisywano naturalne pochodzenie. Rozwój medycyny rozpoczął się w II wieku, kiedy z Grecji zaczęli napływać lekarze – m.in. Archegatos i Asklepiades z Bitynii. Z biegiem lat lekarze zaczęli uzyskiwać coraz więcej przywilejów. Za panowania Augusta zwolniono ich z podatków, za Hadriana uwolniono ich od obowiązku służby wojskowej. Skrócenie czasu nauczania medycyny spowodowało spadek poziomu leczenia. Dlatego też Lucjusz Septymiusz Sewer zaordynował zakaz praktyk lekarskich bez państwowej zgody. Za czasów panowania Aleksandra Sewera, powoływano specjalnych nauczycieli, mających kształcić młode pokolenia lekarzy.

Kolejny rozwój medycyny dokonał się w III wieku w Aleksandrii, głównie za sprawą biblioteki, w której znajdowało się wiele dzieł o tematyce medycznej. Pracowali nad nimi Herofilos i Erasistratos. Opierali oni swoją wiedzę głównie na doświadczeniu. Wcześniej niemal cała wiedza anatomiczna opierała się na podstawie budowy wołu. Jego anatomię doskonale znali kapłani, którzy składali z niego ofiary. Leczenie człowieka odbywało się więc odwołaniu do anatomii tego zwierzęcia. Skrupuły religijne powodowały opory przed dokonywaniem sekcji zwłok ludzkich. Herofilos dzięki przeprowadzonym sekcjom jako pierwszy opisał anatomię mózgu, odkrył nerwy, jajniki, opisał nasieniowody, zajmował się patologią, diagnostyką i terapeutyką. W polu jego szczególnego zainteresowania było oko, o którym napisał osobny traktat (wyodrębnił siatkówkę, –  którą nazwał pajęczynówką). Jako kurację stosował diety, proste leki pochodzenia roślinnego, zwierzęcego lub mineralnego oraz mieszanki różnych składników. Niektóre jego praktyki wymagały doświadczeń na żywych organizmach wobec tego władca podsyła Herofilosowi skazańców, którzy przyczynili się do wielkiego postępu naukowego.

Źródło: ciekawostkihistoryczne.pl/

W ślady Herofilosa poszło wielu ówczesnych medyków. Herofilos założył swą szkołę w aleksandryjskim Muzejonie. Wśród jego bezpośrednich uczniów znajdowała się pierwsza kobieta -medyk — Agnodice, która początkowo podawała się za mężczyznę. Jednak w wyniku jej sukcesu zawodowego Areopag zmienił prawo, które pozwoliło kobietom wykonywać zawód lekarza.

W Aleksandrii swoją działalność wykonywali nie tylko lekarze ogólni, ale także dentyści czy ginekolodzy. Jednym z najwybitniejszych uczniów Herofilosa był Andreas — farmakolog, chirurg i fizjolog, na którego polecenie została skonstruowana maszyna do nastawiania zwichniętych kończyn, która cieszyła się sławą jeszcze przez kilka następnych stuleci.

Doświadczenie i dziedzictwo, które pozostawiła nam starożytna medycyna pozwalają dzisiaj na przeprowadzanie zabiegów chirurgicznych przy minimum zagrożenia dla zdrowia i życia współczesnego pacjenta.  Warto jednak uzmysłowić, sobie że nasi przodkowie sprzed 2500-3000 lat mieli naprawdę wielką wiedzę i umiejętności za zakresu medycyny.